[Refren]
\nMówiła mi - idź przez życie po prostej, a prostsze okażą się dni...
\nMówiła mi - życie może być szorstkie, a pośpiech najostrzejszą z brzytw
\nMówiła mi, że uczucie pomostem, że z pierwszym, lepszym gościem to wstyd...
\nMówiła mi, że takie są najgorsze, co w ciszy kochają swój krzyk...
\n
\n[Zwrotka 1]
\nA na jej ścianie wisiał Kurt Cobain, nuciła "Rape me" na co dzień
\nByła diamentem wśród kobiet, jej ojciec - młody wdowiec
\nZa ścianą czuła chłód i smród, bo przyprowadzał w chuj dup na spowiedź
\nOn poznał ją w szkole tzw. pierwsza miłość
\nByła niedostępna dla amigos, stawiała na jakość nie na ilość
\nOn dla niej był inny jak albinos, uczucia przyszły lawiną
\nGdy obarczała ojca winą łzy leciały jak domino...
\nOn to rozumiał, wnosił jak tragarz ten bagaż w świat swój
\nNiestety w rewanżu w jej oczach widział zakaz wjazdu
\nCzuł się jak bankrut wyssany z uczuć do zera
\nCoś mu szeptało w duchu - chyba ją znam, ale do końca nie jest szczera
\nOstatni raz spotkali się na Gedymina
\nNerwowo tłumaczyła mu, że wyjeżdża na studia do Berlina
\nMówiła "To już finał, znowu nie zaczynaj, to nie twoja wina"
\nPłakała i odchodziła wracała i odchodziła...
\n
\n[Refren]
\n
\n[Zwrotka 2]
\nTo był jego wieczór kawalerski, wóda lała się w gardła się wprost z butelki
\nWokół niego tańczyły top modelki, ona nagle pojawiła się tam jak duch Daisy
\nAby słów szczędzić wsadziła mu do ust język, klub pełny oni pomiędzy stęsknieni tańczyli dirty dancing
\nByli szybcy i wściekli, mieli apetyt na siebie od zawsze
\nDo whisky z pepsi wrzuciła tabletę, powiedziała: "wyjdźmy a zdradzę ci prawdę"
\nChyba ją znał, zaufał, zmieniała mu biegi już w aucie na starcie
\nRobiła to w transie, mówiła otwarcie:
\n"Uwielbiam taką jazdę, gdy drapie mnie w gardle"
\nWybrali drogę na wzgórzu nad miastem
\nGdzie kiedyś wszystko jak bańka prysło
\nDziś oddali każdy kwadrans zmysłom
\nTylko w tle świeciły światła jak w San Francisco
\nSzampan i naćpani, porwani krokami tanga z iskrą
\nWtedy powiedziała żeby ją nazwał dziwką, splątani ciałami byli k2 blisko...
\nGdy się przebudził w samochodzie cierpiał jak młody Werter
\nJej już nie było, był ból głowy, czuł jak krwawi mu serce
\nNa desce rozdzielczej zobaczył kartkę "Przepraszam znów zabrakło odwagi
\nPoznaj-mnie.pl. nie jest tak jak myślisz, nie chciałam Cię stracić..."
\n
\n[Refren]
\n
\n[Zwrotka 3]
\nDopiero dziś otwieram Tobie drzwi od domu
\nJest mi wstyd, bo ten dom był domem z pozoru
\nOjciec pił do zgonu od nałogu do nałogu
\nMatce zabrakło sił, wybrała drogę do grobu
\nZ czasem molestował mnie i bił bez oporów
\nJak tu żyć bez upiorów?
\nNienawidziłam wieczorów, nienawidziłam siebie
\nNie rozróżniałam kolorów i nie chodziło o Ciebie
\nTy! Ty byłeś tęczą na niebie
\nRęką w potrzebie, aniołem stróżem
\nJa, ja byłam męką dla Ciebie niedostępną jak Eden
\nDziś powiem tchórzem
\nNie! Nie mogłam tak dłużej
\nW tej skórze za duże katusze wciąż raniły mą duszę
\nJa czułam że krztuszę się życiem, że muszę uciec stąd
\nW Berlinie byłam zwykłą dziwką
\nStudia - kierunek prostytucja
\nW nocy, w łóżkach zarabiałam dobry w chuj hajs
\nProchy, wódka miałam dosyć już tam
\nMyślałam o popełnieniu samobójstwa
\nLecz nagle przyszła na świat moja córka
\nNa ścianie nie mam już plakatu Kurta
\nI nucę jej codziennie kołysankę do łóżka
\nMusiałam Cię spotkać i poczuć czułość
\nKochać się z Tobą, nie oszukując
\nCiężko żyć codziennie pokutując
\nTeraz wiem że życie jest dla tych co budują
\nPrzepraszam szczerze żałując, wybaczysz?
\nNie wiem czy wybacza się tchórzom
\nNie masz wrażenia że nas podsłuchują?
\nTrzeba kończyć a wnioski zostawmy ludziom
\n
\n[Refren]\n\n