Lyrks
Lyrks
Sign In
Cover Art

2007 Lyrics by Kartky

księga jesiennych demonów

2022

[Refren: Kartky]
Nowa historia z rana
To miejska jest ballada, codziennie taka sama
Z rana od razu Tramal, nieważne, gdzie wygrana
Liżę dziury po strzałach, liżę dziury po ranach
I tępo patrzę jak Makłowicz opierdala, kiedy Ty smarujesz pantenol po dziarach

[Zwrotka 1: Kartky]
Ej, na mamę się mówiło "mama”, a nie "moja stara”
Moja była Beatka - szalona i kochana
Ale jak zajebałem, to uspokój się mama (spokojnie, dobrze, dobrze, będzie wszystko dobrze)
Czasami wybuchała, normalnie jest dziś dramat (kurwa, ja pierdolę)
Znowu mi na studia spierdoliła do Katowic, bana
Jest 2008, ja pod zgolonym wąsem koszula i katana
I kręcę lewe interesy z kolegami od szatana (ja pierdolę)
Znaczy żulami w bramach, ale nikt tego nie sprawdzi, no więc chyba jest gitara
Codziennie rano stresy, wieczorami kasyno, a potem na szampana (zdrówko)
Tak minęły mi studia, jest zimny wieczór grudnia, gorzoła leci w kranach
I to akurat prawda, zapytajcie się Jacka, był wtedy ze mną, naura
W grupie jak na weselu, zakaz wejścia w hotelu, imprezka była grana
W wydziale telewizji, gdzieś na targach katowickich, mi tam pokazałaś cycki
Podjechałem z kolegą, poszliście po mefedron, a ja po colę z whisky
Wróciłem, to już wyszli, a zaraz się zaczynał znowu kącik towarzyski
U profesora, co go nie znam, bo przez cztery lata nie poznałem nawet wszystkich
A w życiu wtedy, że tera te dramy, to jak kłótnia typu Siara kontra Lipski
Po litrze wódy Józek znów zaprosił grubą Różę, no i poszli na dożynki (oh, oh)
I tańczyła mu na rurze od namiotu z browarem od lokalnej celebrytki (żebyś to widział, chłopie)
I kupił jej bochenek, i dwie pajdy z wiejskim serem, i takie cuksy – Iryski
Przeglądam sobie kadry, zanim znów zostanę sam w tym chorym cyrku na zaduszki
Znów piłem na cmentarzu, bo miałem urodzinki, z bezdomnym z jednej butli
Rano chłopaki szybko przynieśli szynkę, ciastka, wino i jakieś musli (dziena, wariaty)
Tyle, co zajebali w sklepie, tym 24, obok mojej starej podstawówki (zdrówko)
Jechałem osiemsetą, albo taksą z kolegą, zależy, jakie zyski
Nie znałem słowa "detoks", więc lekko leciał pieniądz, prawie było po wszystkim (aaah)
Była tam taka Ela, pozdrawiam, bo do teraz ciepło, jak człowiek myśli
Jest słoneczna niedziela, a ja w czapce Mikołaja i w Air Maxach mi piździ

[Refren: Kartky]
Nowa historia z rana
To miejska jest ballada, codziennie taka sama
Z rana od razu Tramal, nieważne, gdzie wygrana
Liżę dziury po strzałach, liżę dziury po ranach
I tępo patrzę jak Makłowicz opierdala, kiedy Ty smarujesz pantenol po dziarach

[Zwrotka 2: Kartky]
Ona liże po jajach tego starszego pana
Nie pytała o imię, ciężko z pieniędzmi w zimie, na Instagramie chała
Ty kliknij jej opinię, to może się rozwinie na privku jej piżama
Ostatnio odjebała, bo przesadziła z dopalaczami, jebana gówniara
Tera ją dupa boli, że przecież mnie nie było, a tamta pojechała
Się Gypsy Queen znalazła, zaraz potem jak zjadła to dwa razy skakała
Po buchu od Michała, po kresce od Damiana, po zdradzie od Adriana
Po seksie od Kordiana, po emce od Adama, po wódzie od Jakuba i to jest historia cała
Na zegarze już druga, ona odpala szluga, ogień gdzieś zapodziała (kurwa, moja kieszeń)
Mówisz, że chciałaś wracać, ale się tak zataczasz i nagle oszalałaś (eee, chuj)
Tam na zimnych przedmieściach rzuciła mnie na ziemię, dotyka mego ciała
Wbija mi zęby w szyję i pije krew do końca, jej magia się rozwiała
I spłynął rannym ciepłem, na tym, co razem z deszczem przeleciał na parapet
Kiedy do mnie pisała i tak pięknie śpiewała o niebie, które płacze
Potem coś o rodzinie, co był o niej film w kinie i leży na Powązkach
Nie rozumiałem tego, za dużo ćpam księżyca, a za mało wdycham słońca
To tam gadałem z Serbem, co mnie zaraził pięknem do życia i podróży (mówię Ci szczerze)
Jadł twarde narkotyki i zaczął mi z pamięci cytować "Imię róży" (bratan)
Ja miałem swoje jointy i zawsze byłem kiepski jak chodziło o kreski
A jak mi dali emki, tom ledwo zszedł ze sceny, cały byłem niebieski
A jak wróciłem do Bytomia, to obok się wprowadził dobry wariacik – Szamat (41-902 skurwysynu)
I nie wiem skąd pochodził, ale się fajnie woził, za czterech dresów na raz (dobry utarg)
Jednak są pewne rzeczy, dusza się cieszy i płacze w jednym momencie na raz (oh, oh, oh)
Jak teraz potłuczona z butelkami na chodniku właśnie leży moja wiara
I piszę w pamiętniku, kiedy Ty w notatniku mi piszesz wykład, nara (nara!)
I nie otwieram oczu, bo się boję, że Cię nie ma i mówi to cała sala
I wiem, jaka jest cena, lecz nie wiem, czym jest scena, nie czuję swego ciała
I nie czuję już nic i wszystko na raz...

[Przejście: Kartky]
Ojeboł się na grzybka, a taką fajną grzywkę, sąsiadka załamana
W holu gra pozytywka, ja próbuję być śmieszny, a za oknami dramat
To chłopaki z ferajny, a na przodzie tej bandy znowu naćpany Prałat
Kolędy i marszandzi, komendy i wokandy, tu leci wszystko na raz

[Zwrotka 3: Karol Krupiak & Kartky]
Ballada z ulicy, ulica mnie nie chowała (nie)
Byli tu koło mnie, teraz leżą na oddziałach
Kiedy w lipcu "obiad" (obiad!) krzyczała do Ciebie mama
Żegnałeś znajomych, jadłeś obiad, a nie Xanax
Ulice, Katowice, na Mariackiej biorę łychę
Biegliśmy razem wolni, nie wiedziałem, co to życie
Na ławkach zostały te browary, stare bary
A pod ławką wolność, no i resztki naszej wiary
Dziś nie umiem usnąć, kryję się poduszką
Na tej sali dużo ludzi, ale jakoś cicho, pusto
Jutro się spotkamy na nie swoich urodzinach
Najebani ludzie znowu wzniosą dla mnie wiwat (zdrowie!)
Sam już nie wiesz, kiedy Ciebie opuszcza rodzina
2-21 – coś się kończy, nie zaczyna
Patrzyłem na Ciebie jak kiedyś Walker na Vina
A wieczorem spotykamy Walkera i wina
Karuzela była obok bloku, a nie w głowie
Ubrudzone stroje, kolorowe pokoje
Jedno pozostało: dalej słuchamy "Ich Troje"
Dobra, zdrowie, potem, że się powie: "chyba już po Tobie"
Tęsknię za paleniem szlugów po szkolnych łazienkach
Pierwszym pocałunkiem, przy tym pierwsza butelka (zdróweczko)
Jeden Osiem L śpiewa: "Jak ci serce klęka"
Wakacje u babci, piłka i złamana ręka

[Refren: Kartky]
Nowa historia z rana
To miejska jest ballada, codziennie taka sama
Z rana od razu Tramal, nieważne, gdzie wygrana
Liżę dziury po strzałach, liżę dziury po ranach
I tępo patrzę jak Makłowicz opierdala, kiedy Ty smarujesz pantenol po dziarach
Credits

About “2007” by Kartky

Read the complete lyrics to "2007" by Kartky from the album "księga jesiennych demonów" in 2022. On Lyrks you can follow along with the full text, explore the artist's discography, and discover related songs. The track is often categorized under Hip-Hop, Polski Rap, Polska.

"2007" is performed by Kartky. from the album "księga jesiennych demonów" in 2022 This page provides the full lyric text for fans who want to sing along, study the songwriting, or compare versions across releases. Lyrks organizes lyrics by artist and song slug so you can bookmark and share a stable URL. Music lyrics help listeners connect with emotion, narrative, and rhythm in a track. Whether you are learning English, researching a favorite chorus, or preparing for karaoke, having accurate line breaks and section labels (verse, chorus, bridge) makes the experience easier. We link to the official artist profile on Lyrks where available, including biography snippets, top songs, and chart placements when we have that data. If you enjoy "2007", explore more songs by Kartky using the links below. Chart and trending pages on Lyrks highlight what listeners are searching for this week. For copyright or correction requests, see our DMCA and contact pages.

View all songs and biography for Kartky · Trending lyrics · Billboard Hot 100

Frequently asked questions

"2007" is credited to Kartky. Songwriting credits may include additional writers listed on the release; check the credits section on this page for linked collaborators.

"2007" appears on "księga jesiennych demonów" in 2022.

Visit the Kartky artist page at /artist/kartky for biography, popular tracks, and links to more lyric pages.


Lyrks
Lyrks

Your gateway to the world of music lyrics.

Product

Features


© 2026 Lyrks. All rights reserved.